Nie ulega obecnie wątpliwości, że w grę wchodzi Tokejchun i jego ludzie. W każdym razie otrzymali rozkaz, aby natychmiast zawiadomić wodza o naszym ukazaniu się, lecz zamiast bezzwłocznie polecenie wykonać, zatrzymali się, by schwytać nieostrożnego marudera. Cóż uczynimy, sir? Musimy go oswobodzić. Jak to? Przez otwarty atak na tych łotrów? Tak, o ile inna droga zawiedzie. Może, zresztą, wydobędziemy go drogą podstępu. Tak, czy inaczej musimy wiedzieE, gdzie się kryją Komancze. Kilku z nas uda się na zwiady. Pójdę wraz z bratem. Zgoda, stary Timie? Yes skinął zapytany. Nie, nie zgadzam się, odparłem. Sam zbadam tę sprawę.Wyście tutaj potrzebni. Przypuszczam, że Tokejcliun, dowiedziawszy się o nierozważnym kroku, popełnionym przez wywiadowców, będzie przekonany, że, nie zastawszy tu Dżafara, zawrócimy. Wie również o tym, iż znajdziemy ślady, świadczące o napadzie i że będą wystarczającą pobudką do odwrotu. Wyśle więc zapewne kilku ludzi na zwiady. Skoro się tu zjawią, pochwyćcie ich, ale bez hałasu. Broń jest mi obecnie zawadą; zostawiam ją u was wraz z wierzchowcem.

(Reklama: )
