Na pytanie, czy przypadkiem nie było mowy o Hazelstraits, Perkins odpowiedział zbyt pośpiesznie, Dżafar zaś pominął je milczeniem. To mnie uderzyło. Jeżeli istotnie rozmawiali o najbliższym celu podróży, Tokejchun mógł ruszyć naprzód i spaść na nas znienacka. Przeczuwając, które miejsce do ewentualnego napadu obierze, postanowiłem podkraść się naprzód i zbadać je dokładnie.Na horyzoncie zarysowały się sylwetki drzew orzechowych. Oczom naszym ukazały się zwarte grupy orzechów, rosnących bujnie na obydwóch stromych brzegach kotliny. Na dnie kotliny płynął strumień. Pozostało tu kilka ścieżek z dawnej, sławnej epoki bawolej; po ścieżkach tych jeźdźcy mogli dotrzeć aż do brzegów kotliny. Jeżeli Tokejchun puścił się za nami w pogoń, nie ulega wątpliwości, że tu właśnie czatuje. Jakże łatwo wpaść w ręce ukrytych w krzakach Indian, jakże łatwo mogą nas w przeciągu kilku minut obezwładnić, a nawet pozabijać!Byłem przekonany, że niebezpieczeństwo będzie na nas czyhać dopiero z chwilą zbliżenia się do kotliny.

(Reklama: )
